nasze indie – na tropie bhang lassi & masala tea » nasze indie, podróże do indii, wyjazdy do indii, our india, india, indyjskie podróże, travel, travellers

Masthead header

dlaczego Indie ?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W zasadzie sformułowałem je w taki sposób z wrodzonej z przekory.Nie znam odpowiedzi ponieważ nie jest mi do niczego potrzebna. Myślę sobie, że większość ludzi nigdy nie opuszcza własnej gminy, województwa lub kraju. Ci którzy podróżują po świecie to w skali globalnej promil populacji. Przeciętny Kowalski żyje poruszając się ruchem posuwisto zwrotnym na trasie praca->dom->praca->dom…aż do śmierci, nie mając z życia nic poza pracą, to nie dla mnie 🙂

W dotychczasowym życiu widziałem tak naprawdę niewiele, nie mam możliwości spojrzenia na tzw. większy obrazek z dystansu. Gdybym odwiedził choć połowę miejsc na Ziemi miałbym prawo powiedzieć to miejsce jest dla mnie idealne ponieważ…

Na Facebooku ktoś zaczepił mnie pytając „dlaczego Indie?”. Dlatego poczułem się wywołany do tablicy

Mogę odpowiedzieć pokrętnie, malując wam obrazek pełen pozytywów i negatywów. Indie są równie pełne sprzeczności i niepoukładane jak ja sam. Może więc szukam miejsca na ziemi, gdzie swoim nieprzystosowaniem nie będę wzbudzać kontrowersji ani niczyjej uwagi? Może Indie to taki sposób na siebie? Miejsce, w którym nie muszę się zmieniać (bo tak wypada, bo tak trzeba). Może zachodni konsumpcjonizm i brak duchowości (jak to brzmi w ustach osoby, która ma problemy z tożsamością religijna…) męczą mnie na dłuższy dystans? Nie czuję się wpasowany w tę kulturę pogoni za pieniądzem jako sztuki samej w sobie. Co jakiś czas ta maszynka do zarabiania wciąga mnie w swoje tryby, ale nie czuję się z tym dobrze. Żyjemy tak krótko, że chyba nie warto poświęcać danego nam czasu na bezsensowne czynności ?

Indie to nie jest miejsce dla każdego. Wręcz zaryzykowałbym twierdzenie, że Indie to miejsce dla bardzo nielicznych. Dlatego pytanie mnie o to „dlaczego Indie?” jest równie niedorzeczne jak pytanie mnie „dlaczego jeździsz motocyklem? – przecież to niewygodne, deszcz pada ci za kołnierz, a samochód bezpieczniejszy i wygodniejszy).

W Indiach nie czuję się ani lepszy ani gorszy od reszty. Nagle schodzi ze mnie ciśnienie, nagromadzone podczas pobytu w kraju. Napompowane przez tzw kolegów i koleżanki, którzy mimochodem licytują stawkę. Znany każdemu Facebook jest tak naprawdę miejscem kreacji wizerunku (nieprawdziwego) pokazującego, że mamy cudowne życie składające się tylko z pasma zabaw i przyjemności. Pojawiają się już pierwsze opracowania mówiące, że paradoksalnie korzystanie z Facebooka wpędza nas w dół psychiczny zamiast zbliżać nas do innych (coś w tym jest). Kiedy widzę pogodzonych ze swoją karmą ludzi, niezależnie od statusu materialnego dostrzegam, że pieniądze i nowe auto to nie wszystko. Zachodni blichtr i pustostan intelektualny powoli psują Indie od góry – niestety. Kłamałbym w żywe oczy pisząc, że tak nie jest. Indie też są dotknięte tym specyficznym rodzajem „zarazy” na szczęście choroba zaatakowała najpierw tych najbogatszych, którzy podróżując po świecie narażeni są na kontakt z naszymi „wartościami”. Przeciętny Hindus nie ma takiego problemu, jego życie sprowadza się wciąż do zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych bez balastu.

za co kocham Indie bezwarunkowo?

– za klimat (w końcu nie musiałbym martwić się o codzienne czyszczenie i palenie w piecu, a kiedy straciłbym wszystko mógłbym spać pod gołym niebem)

– za owoce i warzywa (bo są dostępne cały rok w ogromnej ilości) których nie wyhodowano w holenderskich szklarniach..

– za dietę wegetariańską, która powoduje, że czuję się zdrowy i nie mam tych potwornych wyrzutów sumienia, że przykładam rękę do przemysłowego zabijania zwierząt (wiem wiem, w Polsce też można być wegetarianinem ale nie jest to tak łatwe i oczywiste jak w Indiach gdyż ich kuchnia jest jest smaczna i tak wymyślona, że nie tęskni się za schabowymi)

– za słońce, które leczy ciało i duszę,

– za uśmiechnięte dzieci i za otwartych ludzi zawsze chętnych do pomocy i pogawędki,

– za krowy,kozy i małpy na ulicach,

– za słonie i wielbłądy,

– za warkot tuk-tuków i kakofonię klaksonów,

– za masala tea (chai) na każdym roku pitą rytualnie przez wszystkich,

– za religię, która nie powoduje, że z ludzi wychodzą najpodlejsze cechy…

– za zapach kadzidełek,

– za samosę i kilka innych smakołyków z ulicznych barów

– za chilli, curry, masalę i milion przypraw w kosmicznych kombinacjach,

– za internet 3G i dostęp do internetu naprawdę wszędzie,

– za rewolucję telekomunikacyjną pod hasłem miliard samsungów galaxy dla miliarda mieszkańców Indii,

– za to, że są,

po prostu 🙂