nasze indie – na tropie bhang lassi & masala tea » nasze indie, podróże do indii, wyjazdy do indii, our india, india, indyjskie podróże, travel, travellers

Masthead header

Indie 2014 | Alleppey + Marari beach

Alleppey vel Allppuzha to duży ośrodek położony nieco ponad godzinę jazdy autobusem z Kochi w kierunku południowym. Odcinek do pokonania autobusem to jakieś 60 km (1:15h) przy starcie z Ernakulam. Z perspektywy turysty wycieczka lokalnym autobusem to fajna przygoda. Autobusy na tej trasie kursują co kilkanaście minut, nie są zatłoczone i pozwalają cieszyć oko widokami na zewnątrz.

Indyjskie autobusy z racji klimatu nie posiadają szyb w bocznych oknach a jedynie opuszczane rolety. Rozwiązanie praktyczne do bólu, w autobusie jest miło i przewiewnie 🙂 Bilety kupuje się u Pana/Pani już wewnątrz autobusu, to oczywiste i nie musi was stresować. Konduktor pełni jednocześnie funkcję kierownika autobusu. Na przystankach podczas postojów operuje specjalnym dzwoneczkiem na sznureczku, który sygnalizuje, że kierowca ma się zatrzymać lub np. że wszyscy pasażerowie już wsiedli do autobusu i można ruszać.

W środkach transportu publicznego obowiązuje wydzielona strefa miejsc siedzących tylko dla kobiet. Drodzy panowie nawet jeśli nie znacie keralskiego, któraś z pań szybko wyjaśni Wam gdzie wasze miejsce 🙂

Alappuzha 

Wybitnie brzydkie miejsce, a widziałem ich trochę więc mam skalę porównawczą. Potwornie zatłoczone, co brzmi dziwnie w porównaniu z Mumbajem. Niestety męczyło nas bardziej być może dlatego, że brak było chodników i spacerowało się bardzo niewygodnie. Ulice bardzo zatłoczone, ruch nadprzeciętny, a do tego żar z nieba..

Ludzie też jacyś tacy… Broń Boże nie sugeruję, że byli niemili albo co gorsza agresywni, nic takiego ! Po prostu byli pochłonięci swoimi sprawami i mało zainteresowani obcokrajowcami. Nie czuliśmy tego ciepła jakie mimo wszystko mają w sobie hindusi na północy. Paradoksalnie więc wygląda na to, że z jednej storny na północy jest większa szansa trafienia na cwaniaka lub oszusta ale równocześnie ludzie są przyjaźni i uśmiechnięci, na południu odwrotnie, ogólnie ludzie są jakby uczciwsi, bardziej skupieni na swojej pracy, ale zamknięci w sobie.

Przygoda w barze

Postanowiliśmy zjeść śniadanie. Wyruszyliśmy drogą przed siebie. W dużych miastach na terenie Indii wszelkiej maści paśniki i budki z jedzeniem są wszędzie. Tutaj niespodzianka, przeszliśmy chyba z 500m zanim natrafiliśmy na pierwszy lokal gastronomiczno-astronomiczny 🙂

W lokalnym „barze” nasza wizyta w porze śniadania wzbudziła sensację. Bar był w centrum miasta, sporo ludzi, żaden pracownik nie mówił po angielsku (szok!). W wydzielonej strefie znajdowały się umywalki (to oczywiste w kulturze gdzie spożywa się jedzenie rękoma). Niestety kiedy poszedłem umyć ręce odkryłem, że woda w kranie ma kolor rudawo rdzawy !!! O Dżizas, pomyślałem wtedy – przecież na tej samej wody pewnie gotują jedzenie i takie tam ?!?! Jestem odporny na takie rzeczy ale do pewnego momentu. W tamtym „barze” dobiliśmy do mojego prywatnego dead line..

Maja zamówiła sałatkę owocową, a dostała mini miseczkę z suszem i puchar lodów, ale nie szło się z nikim dogadać więc spróbowała zjeść :/ Zamówiliśmy kolejną sałatkę owocową bo lody były paskudne, zresztą kto o zdrowych zmysłach je w Indiach lody ?! niestety kolejna sałaka była jeszcze gorsza niż poprzednia, dramat ! Nie pamiętam co ja jadłem, ale straciłem szybko apetyt i nie pozostało nic innego jak zapłacić i uciec jak najdalej stąd, co też uczyniliśmy. Jak widzicie, bywa różnie.

Morze Arabskie

Piękne plaże, zachody słońca i niemal całkowity brak kąpiących się ludzi… why ???

Ponieważ całe zachodnie wybrzeże Indii to jak sama nazwa mówi kierunek zachodni, więc nie ma lepszego miejsca na bajkowe zachody słońca na plaży. Woda gorąca i czysta (wizualnie). Fale wysokie jak na Bałtyku w przed sztormową pogodę. Maja przetestowała na sobie jaką mają siłę, kiedy pewnego razu fala przykryła ją całą i obróciła wokół własnej osi pod wodą.. przeżyła 🙂

Hindusi albo boją się wody, albo nie umieją pływać, dlaczego tak myślę? Ponieważ na kilkukilometrowym odcinku spotkaliśmy kilku panów moczących nogi do kolan i na tym koniec. Nie ma mowy by ktoś wszedł do wody cały i pływał, nie licząc europejczyków i mnie oczywiście 😛 Kąpiące się kobiety to już rzecz niemożliwa , awykonalna !

Infrastruktura quasi-turystyczna

Keralczycy jeszcze nie nauczyli się zarabiać na turystach. Mają piękne plaże jak ta w Alappuzha, mają ciepłą wodę, zachody słońca,  a nie mają żadnej infrastruktury turystycznej słuzącej do masowego karmienia turystów i dojenia ich z kasy. Poza kilkoma budkami z lokalnymi przysmakami, jak owoce morza, prażone orzeszki (cudowne, zwłaszcza te w chilli) nie ma nic. Żadnej urokliwej kawiarenki na plaży, żadnej budki z zimnym piwem, nic. Kilka sklepików spożywczych i na tym koniec przyjemności kulinarnych. A warto pamiętać, że woda wyciąga, jak mawiała moja babcia. Więc jak się ludzie wysiedzą nad wodą i w wodzie to są głodni… Fanom olinkluziw w stylu egipskich kurortów z pewnością Keralskie wybrzeże nie przypadnie do gustu.

Zaczynamy opis

nasz autobusik

Radio Maria, nie wiem czy to filia toruńskiego czy lokalna rozgłośnia 🙂

telewizja kablowa „zatorze”

rybak był strzelić „kupę” prosto do morza, ot lokalny koloryt !

największa atrakcja turystyczna Kerali – biali na plaży 🙂

wielbłąd „turystyczny” – biedak prawdopodobnie przejechał jakieś 1500km, żeby zarabiać na właściciela krótkim spacerem po plaży…

 

W przeciwieństwie do Alappuzha, Marari Beach to kilka kilometrów plaż i dzikich terenów na których mieszkają tylko rybacy i kraby 😛 Jeśli marzycie o wakacjach pt. dom, plaża i coś do jedzenia, bez turystów, bez hałasu i zgiłku – to jest to ! Idealne miejsce na spędzenie 2 tygodni w atmosferze sielanki.

połów krabów z lądu

domek kraba

dom naszych gospodarzy, katolickie symbole, jakże znajome prawda? każdy miał lub ma babcię, u której wisi podobny obraz

jeden z wielu gekonów polujących wieczorem na owady – prześliczne, niegroźne i sympatyczne stworzenia

zakład pogrzebowy „tartar” gdzieś przy głównej ulicy. Skoro 70% to chrześcijanie to i pochówek katolicki

atrakcja w postaci wielbłąda

postkolonialne molo wnioskując po stanie dewastacji…postkolonialne molo wnioskując po stanie dewastacji…

jedyni kąpiący się na plaży..

gra na plaży, jak niewiele trzeba do szczęścia prawda? ostatni raz tak grałem, chyba w kapsle w piaskownicy  jakieś 30 lat temu….

jedyna restauracja przy plaży, z klimą ! na specjalne życzenie Mai – „prawie hamburger” 🙂

ważna uwaga na koniec

Na tej szerokości geograficznej kąpiele słoneczne mogą zakończyć się tragicznie – my po około 2-3 godz. byliśmy spaleni na raka ! Zapomnieliśmy o zagrożeniu bo wiała miła bryza od morza i ogólnie było cudownie, aż w pewnym momencie poczułem , że kurczy mi się skóra na plecach… i było za późno :/