nasze indie – na tropie bhang lassi & masala tea » nasze indie, podróże do indii, wyjazdy do indii, our india, india, indyjskie podróże, travel, travellers

Masthead header

indie 2016 – Maduraj

Maduraj był ostatnim miastem na naszej indyjskiej trasie. Okazał się miastem niezbyt ładnym i przyjaznym. Dobrze, że spędziliśmy tam tylko noc i o świcie uciekliśmy na Sri Lankę. Centrum miasta, najbliżej położone przepieknego kompleksu świątynnego jest zatłoczone, pozbawione infrastruktury turystycznej i mało ciekawe. Dodatkowo nasz hotel położony był na przemysłowej ulicy, na której zamiast jadłodajni znajdowały się same sklepy z elektryką i armaturą łazienkową. Jeśli chcecie sobie kupić np. gniazdka elektryczne albo wymienić rury co – Maduraj jest idealnym miejscem na zakupy…

Sama świątynia jest piękna, ale… wstęp na jej teren jest płatny, ponadto tak pilnie strzeżony, że wejście na pokład samolotu jest prostsze niż na teren tej świątyni. Nie wolno wejść z żadną torbą, nie wolno mieć aparatu, nie wolno fotografować a Panowie tak jak i Panie mają mieć zasłonięte nogi do kostek. Ostatecznie do świątyni nie weszliśmy, zabrakło nam cierpliwości i dobrej woli, trudno…

P.S

Lotnisko w Maduraju okazało się najbardziej restrykcyjnym lotniskiem w Indiach (w naszym dotychczasowym dorobku). Nie wpuszczono nas na teren lotniska, o świcie musieliśmy czekać na zewnątrz wraz z tłumem Hindusów (dobrze, że nikt akurat nie miał rozwolnienia..). Kontrolę paszportów mieliśmy 7 krotnie, bardziej trzepano chyba tylko Muzułmanów. Pierwszy raz w życiu musieliśmy otwierać główny bagaż z powodu lakieru do włosów i zapalniczki. Nie obrażamy się, w końcu to dla naszego dobra 🙂